Jan Stock (z prawej, w jasnym garniturze) jako nauczyciel gimnazjum w Brzeżanach, ok. 1906–1907 r. Zdjęcie ze zbiorów rodziny Giebułtowiczów.

Na cmentarzu w Dobromilu zachował się nagrobek prof. Jana Stocka (1881–1925), uważanego za jednego z ojców-założycieli Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, pierwszego kierownika Katedry Fizyki na tej słynnej polskiej uczelni technicznej.

Stock był związany z Dobromilem przez całe życie. Tam się urodził i tam założył rodzinę. Ożenił się z Janiną Cappieters de Tergonde, której dwaj bracia jako legioniści zginęli pod Bohorodczanami w 1914 roku. Miał troje dzieci: Tadeusza (ur. 1907), Zofię Marię (ur. 1911) i Kazimierza (ur. 1915) – noszącego imię na pamiątkę swego legendarnego wuja legionisty.

Chociaż pracował we Lwowie, a później w Krakowie, i tam mieszkał, to Dobromil zawsze uważał za gniazdo rodzinne. Dzieci nie podzielały jego miłości do tego małego miasteczka. W ostatnim liście do żony, przebywającej na kuracji w Zakopanem, na sześć dni przed śmiercią napisał m.in.: Chciałem, żeby Tadzio jeszcze wyjechał do Dobromila na kilka dni, ale wymawia się brakiem czasu.

Jan Stock pochodził z niezamożnej rodziny mieszczańskiej. Po maturze w przemyskim gimnazjum studiował fizykę na Uniwersytecie Lwowskim, utrzymując się z korepetycji. Zwrócił na siebie uwagę prof. Mariana Smoluchowskiego – klasyka fizyki statystycznej i jeszcze jako student został przez niego zatrudniony w Zakładzie Fizyki na stanowisku demonstratora, a po zakończeniu studiów w 1905 roku został jego asystentem. Po roku, z powodu warunków materialnych, opuścił Lwów i zatrudnił się jako nauczyciel fizyki i matematyki w gimnazjum w Brzeżanach, gdzie rozwinął działalność oświatową, organizując m.in. wykłady pracowników lwowskich uczelni. Doktoryzował się w 1908 roku na podstawie rozprawy z dziedziny hydromechaniki, za którą otrzymał stypendium i staż naukowy za granicą – w Anglii i w Niemczech. Po trzech latach badań w zagranicznych laboratoriach uniwersyteckich wrócił do pracy w Zakładzie Fizyki Uniwersytetu Lwowskiego, gdzie po roku się habilitował.

Jego błyskawicznie rozwijającą się karierę naukową przerwał wybuch wojny, gdyż został zmobilizowany do armii austro-węgierskiej. Brał udział w obronie Przemyśla, a po jego kapitulacji, w marcu 1915 roku, dostał się do niewoli rosyjskiej i został wywieziony do Taszkientu. Do Polski wrócił 7 września 1918 roku,  przedzierając się do Dobromila przez ogarniętą rewolucją Rosję.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości potrzebni byli organizatorzy polskiej nauki i szkolnictwa. Jan Stock w 1919 roku objął stanowisko profesora w tworzącej się Akademii Górniczej w Krakowie. Był pierwszym prodziekanem, a następnie dziekanem Wydziału

Górniczego (rok 1920–1921). Wyróżniał się przedsiębiorczością i dynamizmem. Doprowadził do zakupu w Wiedniu aparatury dla laboratorium fizycznego, zorganizował bursę dla studentów, a jako prezes oddziału krakowskiego Polskiego Towarzystwa Fizycznego zorganizował w Krakowie w 1924 roku drugi Zjazd Fizyków Polskich. Interesował się radiotechniką, redagował dwutygodnik „Radio dla Wszystkich”.

Niestety, skutki niewoli szybko dały znać o sobie – zmarł 19 kwietnia 1925 roku w Krakowie po operacji wrzodu żołądka i wyrostka robaczkowego. Jego pogrzeb na cmentarzu dobromilskim był wielką manifestacją żalu. Przybyło nań wielu fizyków akademickich oraz nauczycieli fizyki z gimnazjów galicyjskich – jego uczniów. Trudno było im się pogodzić z tą przedwczesną śmiercią młodego uczonego.

Zachowany grób prof. Jana Stocka na cmentarzu w Dobromilu.

Pamięć o Janie Stocku kultywowana jest na AGH. W publikacjach jubileuszowych przypomina się jego rolę w tworzeniu tej uczelni. 24 marca 2010 roku prof. Tomasz Giebułtowicz – fizyk pracujący od kilkudziesięciu lat na uniwersytetach amerykańskich, spokrewniony z prof. Stockiem, przekazał do Muzeum AGH cenne pamiątki, które przez lata gromadziła Zofia Stock (1911–2002) – córka Jana Stocka, z urodzenia dobromilanka, długoletnia nauczycielka matematyki i fizyki w Liceum im. Hetmana Tarnowskiego w Tarnowie.

W archiwum rodzinnym zachował się list Jana Stocka do żony, Janiny, mający być dla niej instrukcją, przewodnikiem w podróży z Dobromila do Berlina odbytej w październiku 1908 roku. Jest on dowodem skrupulatności Stocka i jego opiekuńczości (a czasem wydaje się, że nadopiekuńczości) w stosunku do ukochanej żony. Może to była pierwsza daleka podróż tej młodej kobiety i dlatego mąż tak dokładnie ją instruował o wszystkim, nawet o tym, co ma kupić sobie i dziecku do jedzenia podczas przerwy w jeździe? Oddajmy głos troskliwemu małżonkowi:

Gdy przyjedziesz do Krakowa – pisał w liście Jan Stock – zajedź do najporządniejszego hotelu (pokój będzie kosztował najwyżej 4 korony). (…) Na drugi dzień rano możesz wyjechać albo o godz. 4.05, albo 5.38. Sądzę, że lepiej będzie wyjechać o 5.38, a dlaczego, to się przekonasz. Jeśli wyjedziesz o 4.05 pociągiem pospiesznym, to jedziesz do Orenberg i będziesz tam o 6.44. Przesiądziesz się raz. Orenberg jest już dość duży, ale nie zgubiłabyś się. Z Orenberg wyjedziesz 7.34 pospiesznym i jesteś w Breslau 10.23 rano, bez przesiadania. W Breslau przesiądziesz się do innego pociągu o godz. 10.50 i jesteś o godz. 4-tej (3.51) w Dreźnie. Przesyłam rozkład jazdy. To byłby niezły pociąg, gdyby nie tak rano trzeba budzić Tadzia i gdyby był gdzieś dłuższy przystanek w Dreźnie. Co do obiadu możesz i musisz z Tadziem jeść w Speisewagon. Przychodzą przed 12-tą pytać się, kto chce być na obiedzie, zgłaszasz się i idziesz jeść za 3 korony – zwykle table d’hote (więc podają ci po kolei potrawy), a zupełnie inaczej człowiek wygląda (…).

W Dreźnie każesz sobie podać bulion, dla dziecka mleka gorącego i bułki z masłem. Zresztą masz 100 marek, więc możesz swobodnie nimi rozporządzać. Bilet kup przy pomocy Tosia, najlepiej od razu do Drezna, w Towarzystwie Tatrzańskim (Pałac Spiski), abyś po drodze nie potrzebowała kupować. Gdybyś nie mogła dostać, to absolutnie nie kupuj na stacji, bo nie ma czasu, ale każ konduktorowi w pociągu sobie przynieść, bo to nic nie kosztuje. Napisz sobie też na kartce te zwykłe zdania, których ewentualnie użyjesz po niemiecku i naucz się, jak ja robiłem. Odpisz natychmiast, który pociąg wybierasz. Całuję Was. Jaś.

To tylko fragment listu, w którym instrukcja dla żony jest jeszcze bardziej szczegółowa. Dowodzi to, jak skrupulatnym i pedantycznym człowiekiem był prof. Jan Stock.

Stanisław S. Nicieja