Ogólny widok Dobromila.

Przemyśl (od naszego korespondenta)

Dnia 5 czerwca 1913 r. zamordowano w Dobromilu Karola Hartmanna, lat 27. Morderstwo nastąpiło wśród okoliczności tajemniczych.

Wszczęte przez posterunek P.P. w Dobromilu dochodzenia doprowadziły do aresztowania słuźącej Hartmannów Luby Romanówny, która zkolei wskazała jako sprawców mordu dwu dobromilskich młodzieńców, Jana Szymańskiego i Zbigniewa Gołębiowskiego. Romanówna podała wówczas, źe obaj młodzieńcy, którzy utrzymywali z nią stosunki miłosne, byli u niej kilkakrotnie w przeddzień, a takźe i w dniu przyjazdu Hartmanna z Rzeszowa, źe wypytywali się, gdzie jej słuźbodawca ma schowane pieniądze, a wkońcu, krytycznego wieczoru polecili jej wywołać Hartmanna z domu i zwabić go do łozy.

Dom Hartmanna.

Skazani

Na podstawie tych zeznań aresztowała policja dobromilska obu młodzieńców, którzy jednak wyparli się w zupełności winy. Gdy jednak po zbadaniu ich niezbyt świetlanej przeszłości okazało się, źe popełnienie przez nich mordu jest prawdopodobne, przekazał sędzia śledczy akta prokuraturze, która wygotowała przeciw Szymańskiemu i Gołębiowskiemu akt oskarźenia.

W grudniu 1931 r. staneli obaj chłopcy przed sądem przysięgłych w Przemyślu. Po dwudniowej rozprawie sędziowie przysięgli, nie nabrawszy widocznie dostatecznego przekonania o winie oskarźonych, dla braku dowodów winy wydali werdykt zaprzeczający pytaniom w kierunku winy obu oskarźonych. Na podstawie tego werdyktu powinni byli obaj młodzieńcy zostać uwolnieni. Jednak trybunał sądu przysięgłych zasystował werdykt ławy przysięgłych i przekazał sprawę do rozpatrzenia nowej ławie.

Jan Szymański i Zbigniew Gołebiowski.

Ponowna rozprawa przeciw mordercom Hartmanna (domniemanym) odbyła się w marcu 1932. W toku tego drugiego w tej sprawie przewodu sądowego obaj oskarźeni dostarczyli dowodów na swoje „alibi” w postaci zeznań świadków obcych, czy teź przypadkowych. Obrona wykazała, źe brak jakiegokolwiek śladu popełnienia zbrodni przez tych właśnie oskarźonych. Stwierdzonem zostało, źe nie znaleziono mimo wielokrotnych rewizyj w domu oskarźonych zrabowanych pieniędzy. Mimo tych wyników rozprawy sędziowej przysięgli tym razem uznali Gołębiowskiego i Szymańskiego winnymi zarzuconej im aktem oskarzenia zbrodni, a trybunał w uwzględnieniu okoliczności łagodzących, jak młodociany wiek obu oskarźonych, zaniedbane wychowanie itp. skazał Gołebiowskiego na 6 lat więzienia, Szymańskiego na 8 lat.

Kto jest mordercą?

Mineły dwa lata. I oto jednego z obrońców skazańców, adwokata dra Adolfa Frima zgłosiła się źona zamordowanego Hartmanna, obecnie Pantałowa i zakomunikowała swoje spostrzeźenia, a takźe podała fakty, z których wynika, źe sprawca śmierci jej męźa jest niejaki Roman Hyk, absolwent szkoły handlowej.

Informacje Hartmanowej brzmiały rewelacyjnie. Oto podała ona, źe dnia 2 czerwca 1931 roku, a więc na trzy dni przed morderstwem, gdy juź było ciemno, wyszła do ogrodu w poszukiwaniu męźa. W pobliźu łozów zastała męźa pogrąźonego w rozmowie z bezpośrednim sąsiadem Romanem Hykiem. Gdy śię do nich zbliźyła, męźczyźni natychmiast przerwali rozmowę i przeszli do ogrodu Hyków, gdzie konferowali następnie jeszcze około pół godziny. Na pytanie źony opowiedźiał jej Hartmann w tajemnicy, źe Hyk zaproponował mu niezwykłe korzystny interes. Mianowicie Hyk znalazł raz na poczcie pakiet banknotów wartości 2.000 złotych, zgubiony przez N. Lichtmanna, właściciela tartaku w Dobromilu. Pieniądze te zdeponował Hyk na poczcie na ksiąźeczce oszczędnościowej, boi się jednak ich uźywać, by śię nie zdradzić. Zaproponował więc Hartmannowi, by odkupił odeń ksiąźeczkę P.K.O. wystawioną na dwa tysiące złotych za jeden tysiąc złotych. Hartmann rad, źe tak łatwo zarobi tysiąc złotych, chętnie przystał na propozycję Hyka.

Łozy, w których zamordowano Hartmanna. Miejsce, gdzie znaleziono Hartmanna oznaczone palikiem.

Roman Hyk, jako najbliźszy sąsiad Hartmanów, wiedział dokładnie kiedy Hartmannowie wyjechali do Rzeszowa i kiedy powrócili do domu. W dniu powrotu zauwaźyła Hartmannowa, źe mąź wymienił z Hykiem porozumiewawcze spojrzenie, kiedy stali na podwórzu, następnie około godz. 5 popołudniu widziała męźa rozmawiającego z Hykiem. Gdy potem spytała męźa, jak stoi sprawa, Hartman odpowiedział jej, źe pójdzie dopiero nazajutrz. Mąź narzekal nawet, źe śpieszył się dla tej sprawy z powrotem, a obecnie Hyk zwleka. Jeszcze przed wyjazdem z Rzeszowa opowiadał Hartmann źonie posterunkowego P.P. w Spie (pow. Rzeszów), źe musi rychło wrócić do Dobromila, ma tam bowiem od pewnego studenta dostać za jeden tysiąc złotych dwa tysiące. Wieczorem, krytycznego 5 czerwca, kiedy denat wyszedł za stodołę i nie wracał, była Hartmannowa przekonana, źe mąź znowu konferuje z Hykiem, to teź gdy nieobecność jego stała się nieco dłuźszą, poleciła słuźącej szukać męźa właśnie w zagrodzie Hyków. Tymczasem znaleziono śp. Hartmanna w łozach o kilkanaście kroków od miejsca, gdzie Hartmannowa na 3 dni przedtem widziała męźa, pertraktującego z Hykiem.

Ksiąźeczka P.K.O. – przynętą

W Hartmannowej, gdy sobie to wszystko uprzytomniła, zrodziło się podejrzenie, źe Hyk całą historję z ową ksiąźeczką P.K.O. zmyślił, chcąc męźa zwabić w pułapkę, by go zamordować i obrabować. O swych podejrzeniach opowidziała Hartmannowa bezpośrednio po śmierci męźa swemu szwagrowi Adolfowi Hartmannowi, który jednak, jak i reszta rodziny wyperswadował jej, by nie mówiła o tym na policji ani w sądzie, bo nie ma źadnych dowodów i moźe niepotrzebnie narazić się na proces ze strony Hyka, który niewątpliwie oskarźy ją o oszczerstwo. To teź Hartmannowa przemilchała tę sprawę tym barzdiej, źe podejrzenia władz i linja śledztwa poszły w zupełnie innym kierunku. W kilak dni po śmierci męźa zauwaźyla Hartmannowa, źe Hyk kupił sobie rower wyścigowy, nowy, drogi aparat fotograficzny, sprawił sobie kilka ubrań, chodził często do cukierni, jednem słowem, wydawał duźo pieniędzy. Hartmannowa sądzila, źe Hyk czerpie na to wszystko pieniądze z ksiąźeczki, o której opowiadał męźowi. Z czasem przekonała się jednak, źe było inaczej i jej pierwotne przypuszczenia co do winy Hyka były słuszne. Oto w połowie 1932 r. opowiedziała Hartmannowa o swych spostrzeźeniach odnośnie do osoby Hyka swemu znajomemu Franciszkowi Römerowi. Jakieź było jej zdumienie, kiedy po kilku miesiącach przyszedł do niej Römer i począł jej dziękować za ostrzeźenie odnośnie do osoby Hyka. Römer opowiedział wówczas Hartmannowej, źe Hyk chciał z nim zrobic to samo co z Hartmannem. Nawawiał bowiem Römera, by wysłał źonę po naleźne mu tytułem posagu pieniądze, przyczem zapewnił go, źe jeśli mu pokaźe wiekszą gotówkę, to Hyk nastręczy mu znakomity interes, na którym duźo zarobi. Römer powiedział wówczas wprost Hykowi, źe jeśli  mu pokaźe większą gotówkę, to Hyk nastręczy mu znakomity interes, na którym duźo zarobi. Römer powiedział wówczas wprost Hykowi, źe wie, źe ten dybie na niego źycie i chce z nim zrobić to samo, co z Hartmannem. Na to odrzekł Hyk, źe jeśliby Römer doniósł go do policji, to wprawdzie Hyk zginie, zginie jednak takźe i Römer.

Nasuneło się teź podejrzenie, źe Hyk jest sprawcą mordu na osobie śp. Ferenca, woźnego Kasy Skarbowej w Dobromilu, który został zamordowany w podobny co i Hartmann sposób w kwietniu 1931 r. Jak stwierdzono, łuski z rewolweru, którym zamordowano śp. Ferenca były identyczne z łuskami, jakie znaleziono przy Hartmannie.

Wejście do Kasy Skarbowej w Dobromilu. W głębi widoczny korytarz, gdzie zamordowano ś. p. Ferenza.

Otrzymawszy tak sensacyjne informacje, skierował adw. dr. Frim natychmiast do Prokuratury doniesienie karne imieniem Hartmannowej przeciw Hykowi o zamordowanie śp. Hartmanna, równocześnie zaś wniósł do Sądu Najwyźszego w Warszawie prośbę o wznowienie sprawy przeciw Gołębiowskiemu i Szymańskiemu.

W międzyczasie nastąpił w całej sprawie sensacyjny zwrót, który stał sie potwierdzeniem rewelacji Hartmannowej. Mianowicie 29 lipca napadł Roman Hyk na Franciszka Römera i strzelił doń z rewolweru. Hyka aresztowano.

Tygodnik “Tajny Detektyw”,  #34, 1933 rok